Naso F.
1/5
Totalne dno i kompletne bagno.
Istniejący relikt minionej epoki.
To nie powinno w ogóle funkcjonować.
Obsługa pacjenta i poszanowanie jego godności na poziomie -10.
Na jedyny plus przemawia tylko profesjonalizm i empatia niektórych lekarzy, np. dr Barbara Z.
Moja mama jest ich pacjentką od dziesiątek lat i posiada historię chorób grubości niezłej książki.
Ostatnio, po wyjściu ze szpitala stała się osobą dysfunkcyjną motorycznie i potrzebuje pomocy przy zmianie opatrunków co kilka dni. Chcąc zamówić wizytę pielęgniarską do domu, zostałem poinformowany, że przychodnia nie prowadzi opieki pielęgniarskiej domowej. Trochę tym wkurw..., zacząłem zgłębiać wiedze na temat finansowania POZ przez NFZ. Okazało się, że w ramach podpisanej umowy POZ zobowiązany jest oświadczyć wizyty w przychodni i domowe lekarskie, pielęgniarskie i położnicze. Na moje pytanie, dlaczego tak jest, pani w recepcji rozłożyła ręce z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy i odesłała do kierownictwa przychodni. Nadmieniam, że zatrudnione są tam trzy pielęgniarki i jedna położna. Pewnie przytulają kasę z NFZ na wizyty domowe do kieszonek, kryminał i prokurator.
Zdesperowany postanowiłem załatwić dla mamy długoterminową opiekę pielęgniarską. Do tego potrzebne jest skierowanie lekarza i ocena stanu pacjenta w skali Barthela. Ten drugi dokument musi być podpisany zarówno przez lekarza, jak i pielęgniarkę. Wczoraj po wyjściu od lekarza o godz. 17.30 skierowałem się do recepcji po podpis pielęgniarki. Pani z recepcji wzięła kwit i go podbiła i podpisała. Ja to czytam, a tam podpis położnej, nie pielęgniarki, pytam o co chodzi, a ona że pielęgniarki już nie ma i trzeba przyjść jutro. Pytam dlaczego i dostaję odpowiedź w stylu filmu Miś, "nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi".
Wkurw... na maxa zacząłem być bardziej stanowczy i nieustępliwy, na co recepcjonistka zaczęła straszyć, że wezwie Policję, ja mówię proszę bardzo, na co ona mięknie i wychodzi w pół słowa. No mówię wam totalna chamota i brak elementarnych zasad kultury.
Radzę omijać szerokim łukiem i w miarę możliwości przepisywać się do innych przychodni. Jak nie będzie pacjentów to sami upadną i będzie problem z głowy.
Ciekaw jestem, czy ktoś z przychodni zareaguje na moje słowa i wysili się choćby na odrobinę wyjaśnienia...?